Mam na imię Ania, 38 lat, choruję na otyłość olbrzymią.
Problemy z dużą wagą miałam odkąd pamiętam, chociaż zdarzały się etapy, kiedy w tłumie nie rzucałam się za bardzo w oczy. Stosowałam ciągłe diety i wyrzeczenia, podczas których udawało się zgubić nawet kilkanaście kilogramów, a potem następował koniec diety i kilogramy wracały z nawiązką. Były też głodówki, bo silna kobieta jestem i sądziłam, że dam radę, ale kto wytrzyma długo bez jedzenia... Po kilku dniach omijania jedzonka szerokim łukiem zaczynałam normalnie jeść, a organizm robił zapasy w postaci dodatkowych kilogramów. 
 
Wielokrotne próby zrzucenia kilogramów kończyły się fiaskiem, byłam załamana i zła na siebie, że nie daję rady schudnąć. Nie chciałam być gruba, nie chciałam ubierać się w ciuchy o rozmiarze 50+, nie chciałam dyszeć wchodząc po kilku schodach, nie chciałam się siebie wstydzić!!!
 
Prosiłam o pomoc lekarza rodzinnego, ale jedyne co słyszałam to: powinna pani mniej jeść, więcej się ruszać. Ot, recepta cud! No, ale jak?! Wbrew pozorom nie jadłam więcej niż inni, ruchu miałam tyle, że czasami nie wystarczało mi czasu na wypicie ciepłej kawy. Co jeszcze mogłam zrobić?! Zrezygnować całkowicie z jedzenia?! Przecież tak się nie da!
 
Z czasem przestałam myśleć o szczupłym ciele, o zdrowym życiu, o radości z każdego dnia. Nie to, że polubiłam lub zaakceptowałam siebie grubą, bo z samoakceptacją było mi nie po drodze. Postawiłam sobie druzgocącą diagnozę - jestem beznadziejna, bo nie udaje mi się schudnąć. Jestem gruba i taka już niestety pozostanę. Bezsilność, smutek, przygnębienie i złość - to była toksyczna mieszanka uczuć, które wyniszczały moją duszę, które towarzyszyły mi każdego dnia, gdy patrzyłam na swoje odbicie w lustrze, gdy musiałam wyjść z domu i pokazać się ludziom. Nienawidziłam wychodzić z domu, nienawidziłam spojrzeń, komentarzy, uśmieszków.
 
Po wielu latach niepowodzeń w walce z kilogramami pojawiło się dla mnie światełko w tunelu - usłyszałam o chirurgicznym leczeniu otyłości i to nie za grube pieniądze, a w ramach umowy z NFZ. Znowu zaczęłam marzyć o sobie w mniejszym rozmiarze, ale tym razem marzenie nie było mgliste, było na wyciągnięcie ręki, chociaż lepiej byłoby napisać na wyciągnięcie skalpela. Zebrałam na ten temat informacje, poszukałam odpowiedniej placówki i na początku marca 2014 roku poddałam się operacji zmniejszenia żołądka.

Operacja odbyła się bez żadnych komplikacji, rekonwalescencja przebiegła również bez powikłań, a ja powoli zaczęłam gubić zbędne kilogramy bez uczucia głodu i strachu, że po kilku dniach dieta pójdzie w zapomnienie. Bo tym razem to nie była dieta, to był mój nowy sposób na zdrowe, szczupłe życie. Obecnie ważę 53 kilogramy i taką wagę utrzymuję od ponad roku. W końcu żyję pełnią życia!
 
4 marca 2014 roku narodziłam się na nowo i od tego dnia ,,dzień dobry" nie jest tylko przywitaniem, jest dla mnie jak motto, bo każdy dzień jest dobrym dniem, aby walczyć z chorobą, nie poddawać się i spełniać marzenia.
 
W załączeniu zdjęcia: waga 102 kg i obecnie 53 kg.
 
Anna Sosna, 38 lat, Gdańsk
Liderka OD-WAŻNEJ Grupy Wsparcia województwa pomorskiego
 
 
 
Anna Sosna 102kg I male Anna Sosna 53kg male I