Mam 28 lat, wzrost 175 cm i ważę 100 kg. Ciągle staram się zrzucić wagę i ludzie, którzy mnie znają nie mogą się nadziwić jak osoba tak wysportowana jak ja waży tyle kilogramów. Ukończyłam studia z turystyki, czynnie uprawiam kilka sportów np. pływanie, narciarstwo, snowboard, trekking górski. Mam swój profil na traseo.pl i niektórzy nie mogą wyjść z podziwu ile kilometrów pokonałam już górami.

Kiedyś pojechałam na ćwiczenia ze studiów na narty. Na początku zajęć, instruktorka kiwała głową z dezaprobatą; nie wierzyła, że nauczę się jeździć, bo zajęcia cały dzień na stoku i ciągły ruch. Niejedna moja koleżanka zrezygnowała po pierwszych dniach. A ja nie dość,  że dotrwałam do końca to i nauczyłam się świetnie jeździć na nartach. Na koniec usłyszałam od instruktorki, że "w życiu nie miała tak grubej, ale i tak świetnie wysportowanej osoby" na swoim szkoleniu. Oczywiście największym moim problemem było znalezienie kombinezonu narciarskiego, ale i to mi się udało - kupiłam męski.

Mimo doświadczenia zawodowego związanego ze sportem nie mogę znaleźć pracy, ponieważ chodzę po obiektach i sklepach sportowych i ciągle słyszę, że niby wykształcenie pasuje, doświadczenie też ale wolą przyjąć kogoś bez doświadczenia, ale takiego co to "wygląda". Jedna pani ze sklepu (sieciówka sportowa) zmierzyła mnie wzrokiem i stwierdziła, że może dostanę tę pracę jak się odchudzę. Dla mnie jest to bzdura, bo wielu sportowców zna się na sprzęcie a nie "wyglądają" (np. trenujący sporty siłowe, rzut dyskiem, pchnięcie kulą). Tam panie wcale nie są chude, nie wyglądają jak wieszaki. Z jednej strony absurd bo nie mogę znaleźć pracy, a z drugiej nie przysługuje mi renta za to, że "nie wyglądam".

Nie bardzo już wiem co mam robić ze sobą. Uwielbiam mieć kontakt z ludźmi, ale nie mając pracy jestem skazana na siedzenie w domu. Co też negatywnie wpływa na moją wagę, która się powiększa (siedząc w domu gotuję hobbystycznie). Dlatego też ostatnio staram się ruszać więcej, wychodzić z domu, nawet zapisałam się na kurs byle by tylko chodzić. Turystyka jest moją pasją i nigdy jej nie porzucę, nawet z nadwagą.

W tych ciężkich chwilach, kiedy chciałabym już to wszystko rzucić i objadać się słodyczami myślę sobie, że nie mogę, bo przecież kiedyś się nie ruszę w góry. Myślę też jaką jestem szczęściarą, że mam tylko taki problem - mam męża, jestem zdrowa, mam własny kąt i pasje. To wszystko motywuje mnie by chudnąć lub tylko utrzymywać wagę. Dlatego nie wolno tracić nadziei i starać się coś ze sobą zrobić. Podziwiam Panią, że się tak udało i zrzuciła Pani wagę i nie ukrywam, że trochę zazdroszczę tego Pani.

Aleksandra, 28 lat, (miejscowość nieznana)