Jestem honorowym dawcą krwi już od kilku lat – nawet zasłużonym dla polskiego krwiodawstwa. Pewnego dnia, przed kolejnym pobraniem, weszłam do gabinetu lekarskiego na badania wstępne. Lekarz zważył mnie i zabrał się do mierzenia ciśnienia, gdy nagle pielęgniarka oświadczyła, że nie mogę oddać krwi. Spytałam, czy znowu mam czegoś za dużo – kiedyś miałam za wysoki poziom hemoglobiny. A pielęgniarka odpowiedziała, że owszem, mam za dużo, a mianowicie… kilogramów. Zaskoczyło mnie to bardzo. Zapytałam jak ten fakt ma się do mojego stanu zdrowia i dlaczego zostaję zdyskwalifikowana. Mam świadomość mojej wagi , w chwili obecnej jestem na diecie , ale żeby BMI (którego wiarygodność jest coraz częściej kwestionowana ponieważ nie uwzględnia ani masy mięśniowej ani budowy konstytutywnej człowieka) było podstawą do dyskwalifikacji jako dawcy krwi – to usłyszałam pierwszy raz w życiu.

Ponieważ lekarz użył argumentu przepisów, z którymi obcowanie leży w mojej naturze zawodowej, znalazłam przepisy regulujące warunki oddawania krwi tj. Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie warunków pobierania krwi od kandydatów na dawców krwi i dawców krwi z dnia 18 kwietnia 2005 r. (Dz.U. Nr 79, poz. 691). W rozporządzeniu tym zawarto sformułowanie „o zbyt dużej dysproporcji między ciężarem ciała a wzrostem” (sformułowanie nieostre, nie zawierające konkretnych liczb) oraz załącznik nr 1 do owego rozporządzenia. Ani w jednym ani w drugim dokumencie nie ma ani słowa o tym jaka waga, ani jaki wskaźnik BMI dyskwalifikuje mnie jako dawcę. Jest tylko podana minimalna waga ciała, poniżej której krew nie jest pobierana. Ciężar ciała ani BMI nie jest podany jako przyczyna dyskwalifikująca donatora!

Zastanawiam się, co by się stało, gdyby doszło do katastrofy i podano komunikat, że potrzebna jest krew? Czy w takiej sytuacji lekarze również odrzucili by mnie ze względu na moje BMI?

Nie będę tu używała argumentu dyskryminacji - choć przez moment tak się poczułam. Byłam wściekła i rozżalona, że lekarz nie sprawdził ciśnienia, nie przeprowadził wywiadu, nie zbadał mnie, nie obchodziło go to, że jestem aktywna fizycznie i kilka razy w tygodniu uprawiam sport. Lekarz po prostu uznał, że jestem za gruba i nie mogę pomagać innym. Nie chcę, aby jakikolwiek lekarz tak się o mnie troszczył. Chcę, by troszczył się o tych, którzy potrzebują pomocy. Podpisuję wielką płachtę papieru (ankietę) za każdym razem gdy wyrażam moją zgodę na zabieg pobrania krwi. Jestem świadoma tego, że może mnie szlag trafić na ulicy i wcale nie muszę w tym celu oddawać krwi.

Zostałam potraktowana przedmiotowo to raz. Dwa - chcę wiedzieć na jakiej podstawie zostałam wykluczona z grona dawców na okres 3 miesięcy, dlaczego odebrano mi możliwość działania na rzecz innych osób (szczególnej grupy osób bo osób chorych), kto wymyślił że BMI powyżej 40 dyskwalifikuje człowieka jako dawcę? Niejeden gruby jest zdrowszy od tego „ normalnego”. W mojej opinii decyzja lekarza nie miała żadnych podstaw ani racjonalnych, ani medycznych ani tym bardziej prawnych.

Beata, 49 lat, Łódź